Menu

Between idea and reality

Refleksje nad ekonomią, polityką i prawem

Cisza wyborcza - hipokryzja praktykowana siłą bezwładności

moonunit222

Za kilka minut rozpocznie się tzw. cisza wyborcza.

Odkąd sięgam pamięcią, czyli mniej więcej od roku 1989, zakaz publikowania sondaży i prowadzenia kampanii wyborczej w dzień poprzedzający wybory i w dniu wyborów wywoływał u mnie ogromne zdziwienie. Odbierałam ten zakaz jako naruszenie wolności słowa.

Zakazuje nam się mówić o wydarzeniu, które jest dla naszego kraju najważniejsze!

Ciszę wyborczą można było usprawiedliwić w pierwszych latach po upadku PRL - młoda wówczas demokracja potrzebowała okrzepnąć, i wtedy teoretyczny sens miały kroki celujące w zapobieżenie "manipulacji" wyborcami dzień przed wyborami. Choć i to uznaję za absurdalne: brak agitacji ma niby odwieść mnie od nagłej zmiany decyzji, na kogo głosować? 

Cisza wyborcza obowiązuje w krajach byłego bloku sowieckiego, a obca jest dojrzałym demokracjom zachodu, Czyżbyśmy po 26 latach demokracji byli wciąż na tyle młodzi i głupi, by bać się wrzutek medialnych na 24h przed pójściem do urn? 

Kultywowanie ciszy to oszukiwanie samych siebie. Udajemy, że ona jest, a naprawdę jej nie ma. Plakaty wyborcze wiszą na słupach, sprzedawane są czasopisma i gazety z dni poprzedzających ciszę, internet oferuje bogactwo materiałów archiwalnych. Jedynie telewizja dostosowuje się do przepisów, starając się dodać im powagi.

W prawie obowiązuje gradacja winy. Czy wiecie, że kara za złamanie ciszy wyborczej to nawet jeden milion złotych? Jakie zło wyrządza złamanie ciszy, że karzemy za nie wielokrotnością kary za wykroczenia drogowe zagrażające życiu? Tak wysoka kara to znak, że rządzący widzą nieprzystawalność ciszy wyborczej do realiów, ale kurczowo tej ciszy bronią, bo inaczej musieliby przyznać, że nie mają racji.

 

© Between idea and reality
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci