Menu

Between idea and reality

Refleksje nad ekonomią, polityką i prawem

Wolność słowa dla obywatela, więzienie dla poddanego

moonunit222

Dziś kolejny raz czytam o ograniczaniu konstytucyjnej wolności słowa oraz prawa do miru domowego. Niestety na pewno nie ostatni.

„Deweloper spod Olsztyna może wylądować za kratkami na dwa lata. Za co? Zrobił banery wyśmiewające liderów PiS i postawił je na swojej posesji.”

Pełny tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,19825528,kogo-obraza-czarna-owca-europy-sledztwo-w-sprawie-61-latka.html#ixzz442SQBfc5

Wolność jest pierwotna w stosunku do braku wolności. Wolności nie uzasadnia się. Nie można powiedzieć „daję ci wolność, bo…” Uzasadnia się pozbawienie lub ograniczenie wolności: „zabieram ci wolność, bo…”.

W Europie, w krajach, w których porządek feudalny zszedł stosunkowo późno, nie pozwoliwszy wykształcić się mieszczaństwu (Polska, Rosja), mamy problem z uznaniem wolności słowa za prawo nie wymagające uzasadnienia. Wieki feudalnej zależności pan-cham, jaśniepaństwo-kmiotek, władza (arystokracja)-poddani czy elita-lud do dziś nie pozwalają o sobie zapomnieć. W Polsce dodatkowo doświadczyliśmy komuny, która surowo penalizowała zniewagę, by bronić ustroju niedemokratycznego.

W Stanach Zjednoczonych prawo do wolności kształtowało się odmiennie. W Deklaracji Niepodległości USA z 1776 r. czytamy:

Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi życie, wolność i swoboda ubiegania się o szczęście, że celem zabezpieczenia tych praw wyłonione zostały wśród ludzi rządy, których sprawiedliwa władza wywodzi się ze zgody rządzonych, że jeżeli kiedykolwiek jakakolwiek forma rządu uniemożliwiałaby osiągnięcie tych celów, to naród ma prawo taki rząd zmienić lub obalić i powołać nowy.

Pierwsza poprawka do Konstytucji USA z 1791 r. ma takie oto brzmienie:

Kongres nie ustanowi ustaw wprowadzających religię lub zabraniających swobodnego wykonywania praktyk religijnych; ani ustaw ograniczających wolność słowa lub prasy, lub naruszających prawo do pokojowych zgromadzeń i wnoszenia do rządu petycji o naprawę krzywd.

W przeciwieństwie do Europy, w Stanach Zjednoczonych swobody obywatelskie, w tym wolność słowa, są istotą amerykańskości, jej konstytucją. Zabierz im swobody, a zniknie nie tylko Ameryka, ale i sama idea Ameryki. Brak feudalnego stosunku arystokracja-poddany oraz demokracja liberalna wpisana w akt ustanowienia państwa pozwalają Stanom cieszyć się niezrównaną wolnością słowa – w tym wolnością do publicznego obśmiania prezydenta, głoszenia faszyzmu i posługiwania się symbolami nazistowskimi, rzecz niebywała w Europie, gdzie propagowanie idei faszystowskich jest zabronione.

Chociaż po II wojnie światowej wolności obywatelskie w wydaniu europejskim i amerykańskim zaczęły się do siebie upodabniać, to Europa wciąż ma problem z wolnością słowa. Do uznania wolności nie-arystokracji Europa dochodziła w mękach przez wieki, stąd liczne atawizmy feudalne, które aktywują się wtedy, gdy prawo zwykłego obywatela do krytyki i oceny władzy jest ograniczane i/lub penalizowane (o tym później). W feudalizmie prawo arystokracji do werbalnego szkalowania osób stojących niżej w hierarchii oraz pozbawienia kmiotków prawa do krytyki możnych było jednym z podstawowych narzędzi kontroli społecznej. Brak wolności poddanych do publicznej krytyki, komentowania, wyśmiewania było tarczą ochronną przed zmianą społeczną. Normy honorowe przysługiwały tylko arystokracji i ich rozprzestrzenienie się na całe społeczeństwo napotykało zrozumiały opór klas wyższych w procesie demokratyzacji Europy, który rozpoczął się pod koniec XVIII w. To dlatego obecnie w Polsce i innych krajach Europy post-feudalnej ze słabo wykształconym mieszczaństwem i z nikłą klasą średnią ograniczamy demokratyczne prawo do zniewagi. 

Podwyższona ochrona jednej grupy społecznej przed publicznie wyrażoną krytyką, wyśmianiem lub zniewagą przez inną grupę społeczną nie idzie w parze z wartościami, które konstytuują (powinny konstytuować) nowoczesną Europę. W Polsce istnieje akt prawny, który zapewnia podwyższoną ochronę prezydentowi. Jest to artykuł 135  § 2 kodeksu karnego, który brzmi: „Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.” Przypomina on zbrodnię obrazy majestatu (crimen laesae meiestatis), za którą w prawie rzymskim karano jako zdradę państwa. 

Prawna ochrona przed publiczną niewygodną krytyką, karykaturą i wyśmianiem władzy jest w Polsce często przenoszona z prezydenta w dół na innych przedstawicieli władz, urzędników i funkcjonariuszy publicznych (spróbuj "obrazić" policjantkę, nauczyciela, lekarza czy wojewodę), a także na przedstawicieli jedynej słusznej religii (art. 196 kk).

Sorry, chłopaki i dziewczyny z wyżyn politycznych i innych „elit”. Obywatele, pacjenci, studenci, rodzice, emeryci, drobni przedsiębiorcy to nie poddani, a suwereni, którzy dawno dojrzeli do publicznej krytyki waszych poczynań. Nie wychowujcie nas i nie mówcie, w jaki sposób mamy sprawować nad wami kontrolę. To wy jesteście wobec nas odpowiedzialni, a my was rozliczymy. A jeśli chcecie wparować do czyjegoś domu lub na działkę incognito w nieoznaczonym samochodzie i grozić więzieniem za obrazę majestatu, pamiętajcie, że robicie to na własną odpowiedzialność.

© Between idea and reality
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci