Menu

Between idea and reality

Refleksje nad ekonomią, polityką i prawem

Prawo do zniewagi prezydenta miarą demokracji, cz. 2

moonunit222

Obowiązująca konstytucja RP o wolności słowa:

Art. 54. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

I to by wystarczyło. Ale nie, trzeba wolność słowa ograniczać i to konstytucyjnie, bo przecież niedojrzali poddani mogą jej nadużywać, na przykład do krytyki władzy. By ograniczać zapędy ciemnego ludu i chronić nasz interes, stworzyliśmy artykuł 31 ustęp 3 tejże samej konstytucji:

Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Jest on dokładnym odwróceniem amerykańskiej pierwszej poprawki, która stanowi, że:

Kongres nie ustanowi ustaw wprowadzających religię lub zabraniających swobodnego wykonywania praktyk religijnych; ani ustaw ograniczających wolność słowa lub prasy, lub naruszających prawo do pokojowych zgromadzeń i wnoszenia do rządu petycji o naprawę krzywd.

Widzicie różnice? Są one nie tylko semantyczne ale i retoryczne. Nasz konstytucja niby daje nam wolność, ale po to, by ją zaraz regulować (czytaj: ograniczać). Zauważcie podkreślone wyrazy „tylko” – one manipulują, dając mylne wrażenie, jakoby ingerencja w wolność słowa była ograniczona. Ostatnie zaś zdanie jest zbędne i nielogiczne, bo to oczywiste, że ograniczenia wolności nie mogą jej anulować („naruszać istoty”), gdyż inaczej nie byłyby ograniczeniami a zniesieniem. Nawet gdyby przyjąć logiczność tego zdania, to nie jest ono wdrażane. Czy ktoś mi wytłumaczy, jakim cudem penalizacja zniewagi głowy państwa nie narusza istoty wolności słowa? Czym ostatecznie jest osiągnięcie naszej kultury zwane ‘wolność słowa’, jeśli nie prawem do publicznego wyrażenia emocji i zdania o kimkolwiek, niezależnie od statusu i funkcji, jeżeli jednocześnie bezpośrednio i natychmiastowo nie zagraża życiu, zdrowiu i mieniu ani porządkowi publicznemu?

Amerykańska poprawka jest krótka, zwięzła i zamyka drogę do wszelkich ograniczeń wolności słowa. Tekst z polskiej konstytucji jest przegadany, mglisty i skonstruowany tak, by pozwalał na szereg arbitralnych decyzji, zależnie od koniunktury politycznej w danym czasie. Wystarczy wprowadzić ustawę, na przykład w formie kodeksu karnego i kodeksu wykroczeń, by regulować prawo obywateli do krytyki władzy. Ustawę ograniczającą wolność słowa można kreować i zmieniać, a Trybunał Konstytucyjny orzeknie, że jest ona zgodna z konstytucją, bo chroni to i owo - vide wyrok TK z 6 lipca 2011 http://dziennikustaw.gov.pl/du/2011/s/146/879 

Podkreślę: wolność słowa może ograniczać tylko bezpośrednie i natychmiastowe zagrożenie dla życia, zdrowia i mienia oraz porządku publicznego.  Wyzywanie kogoś od durniów czy naśmiewanie się z jego cech nie zagraża tym bezwzględnie ważnym rzeczom, a na pewno nie ogranicza żadnych praw i wolności osoby „obrażonej”. Co najwyżej powoduje zawstydzenie i aktywację kompleksów – po polsku „rani uczucia”. Ale czy uczucia mają być być prawnie chronione?

Moim zdaniem każde regulowanie wolności słowa jest interpretacją. Niemożliwa jest regulacja wolności słowa tak, by nie była interpretacją. Twórcy amerykańskiej pierwszej poprawki o tym wiedzieli i skutecznie ryzyku arbitralnej interpretacji zapobiegli. Wyżej wspomniane art. 135 § 2 k.k., art. 226 § 3 k.k., jak również art. 196 k.k. (o ochronie uczuć religijnych) i art. 49 § 1 kodeksu wykroczeń (o lekceważeniu narodu polskiego) to tylko interpretacje pewnej grupy ludzi, której daliśmy władzę nad nami.

Wolność słowa to jeden z fundamentów liberalnej demokracji. Jest niezbędna do realizacji innych praw obywatelskich i jest gwarantowana w konstytucjach oraz w umowach międzynarodowych. Jest dowodem rozwoju intelektualnego i społecznego Europy i krajów nowego świata, który dokonał się od czasów upadku monarchii absolutnych i wejścia większej części Europy w erę nowoczesną.

W sprawnej liberalnej demokracji celem ograniczeń wolności słowa jest utrzymanie porządku społecznego oraz ochrona życia, zdrowia i mienia, a nie troska o samopoczucie adresata lub słuchacza wypowiedzi, a tym bardziej nie troska o abstrakcyjny majestat. Cenzura prewencyjna oraz penalizacja wypowiedzi to cechy ustrojów przednowoczesnych, niedemokratycznych bądź wadliwych ustrojów demokratycznych, takich jak Polska.

Zniewagą i poniżaniem głowy państwa jest ściganie zniewagi głowy państwa.

 

© Between idea and reality
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci