Menu

Between idea and reality

Refleksje nad ekonomią, prawem i społeczeństwem

Demografia 2017 cz. 2: konflikt pokoleń

moonunit222

Przestrzeń publiczna i media komunikują, że chorowitym emerytom i rencistom powodzi się gorzej niż dobrze ubranym młodym i zdrowym, cierpiącym na wysycenie możliwościami w kraju, który dokonał ogromnego skoku materialnego od upadku komunizmu. Wnikliwy obserwator dostrzeże, że pod kilkoma względami to młodzi są w gorszej sytuacji niż ich rodzice i dziadkowie. Rodzi się konflikt pokoleń.

Z powodu niskiego współczynnika urodzeń i dzietności oraz licznej emigracji po 2004 r. młodych jest w naszym kraju mało, a będzie jeszcze mniej (dane w Demografia 2017 cz. 1).  Starsze pokolenie jest liczne, mało mobilne i zasobne w dobro, na które prawie całe młode pokolenia muszą pracować kilka dekad życia – mieszkanie lub dom. Wskutek bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości i kredytów z lat 2005-2008, wskutek której cena warszawskich mieszkań wzrosła średnio z 3.000zł/m2 do 10.000 zł/m2, w 20- i 30-letnie zadłużenie wdepnęła większość młodych w wieku rozrodczym. Zakredytowani „pod korek” frankami na podstawowe dobro dające bezpieczeństwo, mają siłę i środki na jedno lub dwójkę dzieci i to późno, bo po trzydziestce.

Starsi są właścicielami mieszkań od dekad. Nie brali na nie kredytów, oddając połowę miesięcznych zarobków. Młodzi mogą liczyć na lokum w spadku po zmarłej rodzinie, zakredytować się, wynajmować mieszkania, lub wyemigrować. Żadna z tych opcji nie jest pożądana i każda z nich była obca ich rodzicom. Wprawdzie bez samochodów, elektroniki, zagranicznych wakacji, studiów, znajomości języków, itd. starsze pokolenie nie miało także trzydziestoletnich kredytów na dom, samochód i remont, lęku przed utratą zatrudnienia, problemu z otrzymaniem wynagrodzenia, za które można bezstresowo utrzymać rodzinę. Dlatego kiedyś kobiety rodziły więcej dzieci.

[Nie bronię tu ustroju słusznie minionego!]

Emigracja młodych płodnych po naszym wejściu do UE to dla mnie wstydliwy temat. Przykro mi, że szansą po wejściu do europejskiej elity była i wciąż jest emigracja kilku milionów (GUS za 2015: 2,3 mln, nieoficjalnie mówi się o 4 mln) potencjalnych podatników i płatników składek ZUS, rodziców przyszłych pokoleń, budowniczych wzrostu gospodarczego. Stało się to w czasach sytych, spokojnych, wolnych od prześladowań i wojen. Dlaczego?

Winne temu są m.in. transfery międzypokoleniowe oraz przywileje. Władze PRL podjęły decyzje m.in. o przywilejach branżowych (karta nauczyciela, mundurowi, górnicy), prawach pracowniczych (Kodeks Pracy z 1974 r.), systemie emerytalnym „pay-as-you-go” (daniny młodych opłacają świadczenia starszych), po to by zapobiec buntowi społeczeństwa przeciw komunistycznej władzy. Demokratyczne rządy po 1989 r. winne są zaniechania ich zmian i usunięcia, jako że nie pasują one do obecnych czasów. To dojrzali, starsi oraz pracownicy budżetówki są celem kampanii przedwyborczych: dostają obietnice podwyżki emerytur, utrzymania przywilejów komunistycznego Kodeksu Pracy, „bezpieczeństwo”, "opiekę państwa" – wszystko za pieniądze pracujących młodych. Jakby rok 1989 nadal trwał.

Sztywny kodeks pracy stawia wysokie wymagania prawne od zatrudniających, dlatego niedoświadczeni młodzi wypychani są na umowy niekodeksowe, odbierające szansę na kredyt mieszkaniowy i stabilizację konieczną do założenia rodziny Stosowana retoryka pracy jest wykluczająca - wyrażenia, takie jak "dzień wolny od pracy", "dzień roboczy", "pracownik", "praca", odnoszą sie prawnie tylko do pracy kodeksowej, dyskryminując inne formy pracy.

Opodatkowanie pracy jest wysokie i degresywne. Osoba zarabiająca minimalną lub średnią krajową oddaje ok. 40% swej pensji brutto na różne daniny dla państwa, które idą na spełnienie obietnic polityków w stosunku do starszych, uprzywilejowanych i niepracujących. Starsi cieszą się pracą kodeksową, często zdobytą jeszcze w PRL lub w budżetówce (kilka milionów osób!), gdzie nie liczy się rachunek ekonomiczny. Są trudnozwalnialni i chronieni przez związki zawodowe, których brak w mikro, małych i średnich prywatnych przedsiębiorstwach.

Podatkiem od pracy, która rozkłada młodych chcących prowadzić stabilną działalność gospodarczą na łopatki, jest wysoka ryczałtowa składka ZUS, w całości przeznaczana na transfery do starszych w postaci emerytur, rent i opieki zdrowotnej. W zamian młodym pozostaje promesa obecnych polityków, że za kilkadziesiąt lat dostaną jakieś świadczenia od kolejnego pokolenia polityków.

Masa mieszkaniowa jest rozproszona i znajduje się nie tam, gdzie jest dobra praca, czyli w wielkich miastach. Z powodu niskiej podaży mieszkanie w Warszawie jest drogie zarówno do wynajmu jak i do zakupu przez młodego człowieka, który tego mieszkania najbardziej potrzebuje. Kredyt mieszkaniowy otrzymują ze względną łatwością osoby posiadające umowę o pracę na czas nieokreślony i osiągające wysokie dochody z pracy. Ci sobie poradzą. Bank odrzuci wniosek o kredyt osoby z innym typem umowy, lub/i zarabiającej około średniej krajowej, lub/i lub osoby samozatrudnionej zarabiającej tyle co pracownik kodeksowy, któremu kredyt przyznano.

Zatem w najgorszej sytuacji są młodzi zbyt biedni, by wziąć kredyt mieszkaniowy i zbyt bogaci, by otrzymać lokal komunalny. Ci najczęściej emigrują, rodząc dzieci, które nie będą pracować na dobro Polski, i być może nie będą nawet mówić po polsku.

Rodzinę można założyć przecież w wynajmowanym mieszkaniu, powie niejeden. Jednak wynajem na lata czy dekady nie jest ani atrakcyjną ani bezpieczną opcją w naszym kraju, w przeciwieństwie do np. Niemiec i Szwajcarii. W tych bardzo bogatych krajach większość ludzi wynajmuje dla siebie mieszkania lub domy na wiele lat, dekad a nawet całe życie, zakładając w nich rodziny i traktując je jak "własne", tak jak nasi rodzice traktowali mieszkania w spółdzielczych blokach w latach 70 i 80, rodząc nas. W Polsce wynajmujesz jedno mieszkanie na maksymalnie kilka lat, licząc się z tym, że posiadacz lokum zmieni plany co do swej własności – do czego ma święte prawo. No i spróbuj się zameldować w wynajętej kawalerce! Obowiązek meldunkowy – ten relikt komuny – jest jedną z głownych niedogodności wynajmu domostwa w Polsce. Ponadto ustawa o ochronie praw lokatorów obraca się przeciwko samym chronionym, czyniąc z rynku najmu przestrzeń dziką, nieformalną, przez co niekorzystną dla obu stron.

Z powyższych powodów niższe ryzyko niż pozostanie w Polsce (czytaj: zmaganie się z życiem, aż dostaniesz lub spłacisz kredyt mieszkaniowy) daje emigracja do kraju liberalnego, w którym wynajem jest bezpieczny i postrzegany jako normalna opcja, opodatkowanie pracy jest rzeczywiście progresywne (UK, Irlandia), ciężar podatkowy na wejściu na rynek pracy jest bardzo mały, prawo pracy jest elastyczne, a mieszkania znajdują się tam, gdzie jest dobra praca.

Od początku XIX wieku do niedawna każdemu kolejnemu pokoleniu powodziło się coraz lepiej pod każdym względem: materialnym, zdrowotnym, oświatowym, kulturowym – przynajmniej w Europie. Obecne młode pokolenie jest pierwszym, które może żyć krócej i biedniej niż ich rodzice, a nawet dziadkowie. Redystrybucyjne systemy są nabrzmiałe od zobowiązań (emerytury, zdrowie, 500+, inne świadczenia) i choć nie dotyczy ich rachunek ekonomiczny, a kalkulacja polityczna, kiedyś się wyczerpią. Dzisiejsi młodzi mogą być tego świadkami i nie dostać grosza ze swoich dzisiaj płaconych podatków i składek. 

Konfliktu pokoleń nie widać na polskiej ulicy, ale można spostrzec jego następstwa na ulicy Londynu, Oslo, Dublina czy Manchesteru. Widoczny jest w statystykach GUS i na piramidzie wieku. Mamy ogromną wyrwę pokoleniową, której nikt się na razie nie boi.

© Between idea and reality
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci